USA: Przyjemni Kanadyjczycy? - felieton prof. Targowskiego

Kraj to spokojny i dobrze rządzony pomimo tego, że Kanadyjczycy często uważają się za „dodatek” do Stanów Zjednoczonych i przewidują rychłe wchłonięcie ich przez Wielkiego Sąsiada. To prawda, że większość ich mieszka w odległości około 60 mil od Stanów Zjednoczonych, ale mają przecież różną i własną historię oraz system wartości, jeszcze zaszczepiony przez Torysów, którzy uciekli po Rewolucji Amerykańskiej do tego pięknego kraju i zwolnili tempo życia, wpoili społeczeństwu poszanowanie prawa oraz przyjęli postawę aby „dać się lubić.”

Lecz pokojowa Kanada zaczyna ulegać trendom światowym i (jak donosi The Globe and Mail, Toronto, June 28, 2008) mają tu miejsce dwa procesy przeciw młodocianym terrorystom, którzy planowali lub produkowali narzędzia swego „fachu.” Ponieważ jednak zostali przyłapani na tym dzięki podsłuchowi i podglądaniu poczty elektronicznej, ich proces może być anulowany. Wielu Kanadyjczyków, którzy chcą być „nice” uważa, że jest to po prostu wybryk młodości.

Kiedy pewna dziennikarka na lotnisku kanadyjskim referowała przez komórkowy telefon o tej sprawie i wymieniła dwa słowa suicide bombers („samobójcy bombowcy”), została skarcona przez pracownika linii lotniczej za sianie Islamofobii, i zagroziła zawołaniem służby bezpieczeństwa. Tym bardziej, że owa dziennikarka w ręku trzymała książkę Marka Steyna America Alone (Samotna Ameryka), co podobno potęgowało tego typu fobię na kanadyjskim lotnisku. Obecnie owa dziennikarka przeniosła się do USA, gdzie takich nonsensów nie ma.

Chyba innym nonsensem jest fakt, że gdy przychodzi pacjent do kanadyjskiego lekarza, to może zadać tylko jedno pytanie. Gdyby chciał zadać drugie - musi umówić się na następną wizytę. Wynika to z socjalistycznej medycyny, która wprowadza normy, bowiem za mało jest lekarzy. Na pewne zabiegi trzeba czekać miesiącami, co w USA jest kwestią paru godzin a może dni. Jak wiemy, Kanadyjczycy przyjmują to ze stoickim spokojem, bowiem są nice. Ciekaw jestem czy Rodacy w Polsce byliby nice i tak samo przyjmowaliby swe prawo tylko do „jednego pytania?”

Wracając do lotnisk kanadyjskich, moja przygoda na lotnisku w Montrealu była bardziej miła. Gdy mój samolot United spóźnił odlot do Chicago o 2 godziny, poszedłem do Sport Bar, gdzie przy kuflu kanadyjskiego piwa mogłem obejrzeć finał mistrzostw Europy w piłce nożnej między Hiszpanią i Niemcami. Mocno mnie dziwiło, że nieomal wszyscy goście kibicowali Hiszpanii, która przecież nie należy do kultury anglosaskiej, a głową państwa kanadyjskiego jest przecież królowa z niemieckiej rodziny. To prawda, że Hiszpanie grali lepiej od schematycznych Niemców, ale odniosłem wrażenie, że nie sama gra decydowała o tak stronniczym kibicowaniu. Myślę, że Kanadyjczycy jeszcze pamiętają, że Niemcy potrafią nie być nice.

Czy Kanada powinna „spieszyć się” jak jej południowy sąsiad? Myślę, że nie. Ów pośpiech źle wychodzi Amerykanom, którzy w pogoni za sukcesem w biznesie, zwłaszcza globalnym, tracą na jakości życia. My z kolei z USA (z „trzema garażami”) zwykle „zazdrościmy” Kanadyjczykom ich stylu życia, nawet z „jednym tylko garażem.”

Andrzej Targowski, USA, 21 lipca 2008 r.

Na zdjęciu: Dzieci uczące się w Al-Rahman Islamic Centre for Islamic Education w Mississaudze, zachodnie Toronto. (Fot.: PAP/EPA, 5 czerwca 2006 r.)

[powrót]
2000 © copyright PAP wszelkie prawa zastrzeżone
e-mail: polonia_dla_polonii@pap.com.pl.